Na niektórych kontynentach, w niektórych krajach zauważamy obecnie ogromne zafascynowanie małą wspólnotą, zazwyczaj wspólnotą kościelną, w której człowiek, w przeciwieństwie do terytorialnie opisanej diecezji lub parafii, poszukuje atrakcji, a nawet przygody w przeżyciach związanych z egzystencjalnym doświadczeniem bliskości małej grupy. W parafiach, a nawet obok parafii, zawiązują się małe podstawowe komórki, communauté de base, Basisgemeinden, by w wąskim, kilkuosobowym gronie, z dala od "samotnego tłumu", tak charakterystycznego dla społeczeństwa industrialnego, pojedynczy chrześcijanin mógł odnajdywać siebie, by odkrywając możliwości akceptacji własnej osoby, jej rozwoju, spełnienia swego "ja", mógł dotrzeć do tego, co jest nazywane świadomym przeżywaniem chrześcijaństwa. s.12
Nie rezygnując z wiekowych struktur i urządzeń duszpasterskich Kościoła w cywilizacji technicznej, która naruszyła więzy bliskości, sąsiedztwa, a nawet towarzyskości i ufności między ludźmi, w pracy parafialnej trzeba preferować małą komórkę jako instrument duszpasterski. Już choćby dlatego, że ludzie - szczególnie młodzież - odnajdują w niej osłonę swej duchowości, poczucie bezpieczeństwa przed zaborczością i anonimowością masy. Dialogi, które wytrawny duszpasterz umie przekształcać w spotkania, mogą stanowić przedłużenie przepowiadania we wszystkich jego formach i mogą służyć budzeniu przekonań religijnych, świadomości nadprzyrodzonej, podniecać nadzieję. Mała wspólnota - zawiązywana tym bardziej przez liturgię - stanowi skuteczne narzędzie ożywiania parafii - wspólnoty wspólnot. s.47
Odbudowanie w Ameryce społeczności lokalnych opartych na zrozumieniu ich złożoności, pluralizmu i znaczenia wspólnotowych instytucji - to program odnowy i przywrócenia solidarności w dążeniu do sprawiedliwości. Nie ma w Stanach Zjednoczonych, choćby jednego miasta, w którym nie istniałaby przynajmniej jakaś wspólnota czy organizacja sąsiedzka. Literatura przedmiotu obfituje w przykłady takich grup, które z powodzeniem podejmują i rozwiązują problemy swojego środowiska. Nie dopuściły one, aby autostrady przeorały ich okolicę. Zamknęły lub wymusiły zmiany w przedsiębiorstwach, których toksyczne odpady, emisje i ścieki powodowały skażenie ich otoczenia. Wykorzystały wprowadzenie strefowości, żeby wpływać na sposób wykorzystania terenów w swoich regionach.
Zmieniająca się sytuacja wiary i Kościoła w XX w. w świecie spowodowała, że już w latach 40. ubiegłego wieku zauważono nieadekwatność tej drogi ewangelizacji nowych członków. Ochrzczeni jako niemowlęta z czasem nie mieli żadnego związku z wiarą w Boga i z Kościołem. Coraz częściej i powszechniej okazywało się, że praktyka jedynie chrztu niemowląt nie prowadzi do kształtowania świadomości, iż jest on sakramentem wiary i wtajemniczenia chrześcijańskiego. s.23
Długotrwały rozwój jednego elementu konstytutywnego kosztem drugiego, utożsamił Kościół z duchownymi, czyniąc świeckich biernym elementem ich troski. s.57
Powroty do źródeł nie odbywają się sposobem skoków ponad wiekami czy przez powtarzanie wczesnych faz rozwoju. Niemało pracy potrzeba jeszcze, by zharmonizować wspólnotowy, hierarchiczny i charyzmatyczny aspekt Kościoła. Dysproporcji, na które złożyły się wieki, nie odrobi jedno czy drugie pokolenie. Gorzej, jeśli zbyt szybko uwierzy, że tego już dokonało, i twórcze zgłębianie i rozwijanie koncyliarnego dorobku zastąpi obchodami kolejnych rocznic. Łatwiej było, choć praca to ogromna, zredagować ulokowane bliżej Ewangelii wizje eklezjalnej rzeczywistości, niż zmienić myślenie, postawy czy pragmatykę, w których nieomal jak w kodzie genetycznym kumulowały się doświadczenie i samoświadomość całych generacji. Tak rosła nie tylko stanowiąca o ciągłości Tradycja, ale i pomniejsze tradycje, które mieszając się z tamtą, tamują krytyczną autorefleksję. Nie tylko Sobór, ale i brak kandydatów do kapłaństwa oraz rozwój cywilnych praw człowieka, przyspieszyły w Kościele proces dowartościowania świeckich. Dlatego przebiegał on wolniej tam, gdzie prawa obywateli ograniczano, a kraj obfitował w duchowieństwo. Tam też trudniej przyswoić sobie (komu bardziej, klerowi czy laikom?) parę podstawowych prawd o Kościele tak, by nie deklaratywnie, a rzeczywiście przekształciły pojmowanie własnych i cudzych zadań, praw i obowiązków w jednym, wspólnym Kościele, który się współtworzy. s.57-58