Kościół jest wspólnotą wspólnot w wymiarze swego teandrycznego bytu oraz jako "communio sanctorum"; stanowi komunię zgromadzeń liturgicznych, eucharystycznych; ujawnia się jako komunia lokalnych wspólnot, jako realizująca się w Duchu Świętym wspólnota Kościołów chrześcijańskich; jest też wspólnotą złożoną z nieprzeliczonej rzeszy rodzin (por. KK 6,32,51). Za każdym razem trzeba by jednak dodać, że jest wspólnotą niedoskonałą, komunią domagającą się dalszego formowania. Problem tkwi więc w tym, że budowa któregokolwiek poziomu eklezjalnej wspólnoty wspólnot nie jest zakończona. s.64
Po Soborze Watykańskim II źródło ożywienia komunii lokalnych wspólnot, szansę obudzenia w nich twórczego dynamizmu widzi się coraz częściej w kształtowaniu tzw. małych wspólnot względnie kościelnych wspólnot podstawowych. Te drugie, bardzo żywe w Kościele latynoamerykańskim, kształtują chrześcijanie poza strukturą parafialną czy diecezjalną (co nie znaczy, że w oderwaniu od niej), na szczeblu rodziny czy szczupłego grona osób (najwyżej do 15-20 rodzin), które spotykają się na modlitwie, czytaniu Pisma św., katechezie, by dzielić się problemami ludzkimi i kościelnymi w perspektywie zaangażowania we wspólnocie (por. Rmi 51). s.64-65
Zdatność obydwu rodzajów wspólnot do ożywienia wspólnot parafialnych i diecezjalnych widzi się nade wszystko w tym, że umożliwiają bezpośredni kontakt wszystkich członków. Dzięki temu stwarzają szansę aktywnej egzystencji i efektywnego działania we wspólnym byciu wewnątrz Kościoła na bazie przejścia od anonimowości i przerostów administracyjnych w stronę chrześcijaństwa wspólnotowego. Człowiek dla drugiego człowieka przestaje być w nich anonimową jednostką w anonimowym tłumie, kimś o zamazanym obliczu; staje się konkretnym bratem w Chrystusie. Temu rodzajowi wspólnot łatwiej też egzystować w trudnych dla Kościoła powszechnego sytuacjach; potrafią nadać przekazowi ewangelicznemu ładunek bardziej egzystencjalny, a codziennej egzystencji - charakter bardziej ewangeliczny. Swoich członków efektywniej chronią przed zgubnymi wpływami świata; efektywniej korygują wadliwe ich postawy, np. myślenie i zachowanie "stadne" (tak samo robią inni), konformistyczne (bo tak mi wygodniej), indywidualistyczne (bo mnie się tak podoba), czy liberalne (bo jestem wolny i mam prawo robić to co chcę). Ponadto pójście w tym kierunku, tzn. rozwijanie wspólnot tak podstawowych, jak i małych, odpowiada zapotrzebowaniom współczesnego człowieka i uwzględnia Jezusową pedagogię formowania przez małe grupy. s.65
W urzeczywistnianiu modelu parafii jako wspólnoty wspólnot tu i tam pojawiają się jednak pewne przerosty. Przede wszystkim, jak zauważa Ratzinger, nie jeden raz błędnie zakłada się, że samo gromadzenie się i proklamowanie Kościoła już go konstytuuje. Nic bardziej zgubnego. Nie ma jeszcze wspólnoty eklezjalnej, tam gdzie zbiera się jakaś grupa, czyta Pismo św. i ogłasza: jesteśmy Kościołem, bo Pan jest tam, gdzie dwóch lub trzech zgromadzi się w imię Jego. Słów Jezusa z 18 rozdziału Ewangelii Mateusza o dwóch lub trzech gromadzących się w imię Jego - zauważa Kardynał - nie wolno wyłączać z całego kontekstu; one nie wyczerpują zawartego tu pouczenia Jezusa o kształtowaniu Kościoła w najbliższym otoczeniu. s.66
Sobór przyznał status kościelności wspólnotom diecezjalnym i parafialnym. Orzekł, że mogą być nazwane imieniem Kościoła Bożego (por. KK 26,28), ponieważ w nich uobecnia się i działa jeden, święty, katolicki i apostolski Kościół Chrystusowy (por. KL 41-42). Nie dzieje się to jednak w jakiejkolwiek tego typu społeczności. Kościół urzeczywistnia się w tych wspólnotach lokalnych, które rozwijają w sobie kościelną egzystencję, tzn. realizują "wszystko to, co pochodzi od Chrystusa i do Niego prowadzi" (DE 3,2). Innymi słowy lokalne wspólnoty urzeczywistniają Kościół, o ile uwzględniają i realizują tzw. kościelnotwórcze elementy, dobra. s.66
Tam gdzie nie ma zatroskania o jedność z Bogiem, nie ma parafii, nie ma Kościoła domowego i nie może być mowy o kościelnym charakterze nieformalnych grup i ruchów. Zasada ta wynika również z charakteru przeznaczenia Kościoła. Jest on przejściowy i służebny, i jako taki nie może być celem sam dla siebie. Ostatecznym celem Kościoła jest wspólnota w Chrystusie. Kształtowanie więc małych grup po to, by nam było dobrze jest zupełnym nieporozumieniem. Nawet chęć ożywienia skostniałej parafii nie może być pierwszorzędnym celem. Budowaniu i ożywianiu Kościoła musi przyświecać hasło: wszystko celem pogłębienia więzi z Chrystusem. s.67
Zatem jakakolwiek wspólnota, która mieni się lub chce być kościelną, nie może się nie karmić Słowem i Ciałem Pańskim. Obydwie postacie Bożego posilania się człowieka posiadają zupełnie niepowtarzalną moc przekształcania więzi ludzkich w zespolenie wiary - we wspólnotę Chrystusową. Stąd, dla żywotności Kościoła lokalnego wspólna niedzielna liturgia eucharystyczna ma pierwszorzędne znaczenie. Mając tego świadomość ojcowie Soboru postulowali, aby doprowadzić do rozkwitu "poczucie wspólnoty parafialnej, zwłaszcza w zbiorowym odprawianiu niedzielnych Mszy świętych" (KL 42). Trzeba sobie więc jasno powiedzieć, że nie ma nic wspólnego z budowaniem i ożywianiem Kościoła odprawianie grupowych "Mszyczek", gdy sprawowana jest parafialna liturgia. W moim przekonaniu także niedzielne Msze święte dla dzieci, czy młodzieży mogą być uzasadnione tylko w ośrodkach wielkomiejskich ze względu na szczególne racje duszpasterskie. s.69
W tym sensie jakakolwiek wspólnota lokalna (diecezja, parafia, wspólnota mała lub podstawowa, a nawet domowa) jest o tyle Kościołem, o ile trwa w jedności z biskupem (wprost lub za pośrednictwem jego przedstawicieli w danym miejscu), ponieważ tylko przez jego apostolskość może zaczerpnąć z Kościoła powszechnego i z nim się zidentyfikować. Zasada ta jest bardzo istotna i wskazuje się na nią przy wszelkim posoborowym określeniu kościelności małych wspólnot. s.70-71
W takim kontekście podstawowym zadaniem jest ciągłe budzenie w rodzinach, małych grupach, w całym Kościele świadomości wspólnotowego bycia Kościoła i konkretne zaangażowanie na rzecz rozwoju wspólnotowych struktur. Potrzeba najpierw, aby każdy w Kościele miał świadomość, że jest członkiem wspólnoty, w której wraz z innymi zajmuje równorzędne i centralne miejsce, że jest potrzebny i uznany przez innych, że prawdziwie uczestniczy w budowaniu Całości, jak rzeczywiście ma udział w Ciele i Krwi Pańskiej. s.73
Idąc dalej w wysuwanych sugestiach, chciałbym podkreślić, że w kształtowaniu dynamicznych wspólnot nie wolno się też bać. Przede wszystkim należy odważniej podążać w stronę pluralizmu działań, środków, form wyrazu, bez obawy o "zwartość" szeregów kościelnych. Nie trzeba się bać nawet pewnego eksperymentowania. Na pewno nie chodzi o tworzenie w parafii wspólnot, które byłyby kalką samej parafii. Mało stosownym będzie przenoszenie żywcem modelu wspólnoty np. z Ameryki Łacińskiej na grunt polski. A już zupełnie niezrozumiałym jest przeszczepianie pewnych wzorców zachodnich, które nie zdały egzaminu. Szukając ożywienia musi nas być stać na ryzyko poszukiwań. Trzeba też skończyć z akcyjnością w naszym Kościele. Ona przeniosła się już nawet na grunt małych grup, które czasem zupełnie zarzucają swoją podstawową formację, celem rzetelnego przygotowania się do jeszcze jednej "akcji" Kościoła w całym kraju. Wymogiem chwili jest też zatroskanie o większą integrację małych wspólnot z parafią, przy zachowaniu ich różnorodności i odrębności. s.74
A. Czaja: Kościół… wspólnotą wspólnot? W: W trosce o Kościół. Tydzień Eklezjologiczny '97: Kościół tajemniczy - Kościół tajemnic. Tydzień Eklezjologiczny '98: Posługiwania w Kościele. Red. A. Jarząbek. Lublin 2000 s. 61-75.