Narzekamy na kłopotliwych wiernych w parafii. Mówimy, że ochrzczą oni tylko dziecko, poślą je do pierwszej Komunii św. i na tym kończy się ich cała troska o życie religijne własne i swoich dzieci. Mówimy, że to są niedobrzy parafianie. Można jednak zapytać, czy otrzymali oni dla siebie właściwe miejsce w parafii? Czy powierzono im cząstkę odpowiedzialności, możliwość zaangażowania się? Być może zabrakło warunków, aby poczuli się przygarnięci przez Kościół, aby doświadczyli Kościoła w swoim życiu. s.122
Często bywa inaczej. Wielu otrzymuje dobrą formację religijną - wychowanie religijne z domu, dobrą katechizację, zaangażowanie w grupy młodzieżowe. Później jednak, gdy pozostają sami - nawet w dobrym małżeństwie - tracą gorliwość chrześcijańską, ponieważ zabrakło im środowiska Kościoła. s.122-123
Okazuje się jednak, że małe grupy co prawda świetnie pracują, ale mają tendencję, aby się zamykać w swoim kręgu. To są drożdże, które nie wywierają wpływu na całe ciasto. Popieram oazy młodzieżowe i rodzinne. Byłem z tymi, którzy pierwsi w diecezji prowadzili oazy młodzieżowe i kręgi rodzinne. Dalej jestem z nimi i prowadzę oazy. Jest to praca bardzo ważna i potrzebna tak w parafii jak i w diecezji. Ale widzę także potrzebę nadrzędnego programu, który by pozwolił zintegrować wszystkie aktywa w parafii. s.123
Lekarstwem takim może być odnowa parafii, prowadzona nie w sposób chaotyczny, ale systematyczny i długofalowy. Chodzi o to, by uczynić z parafii wspólnotę wspólnot. Inaczej nie można zapewnić bliskiego kontaktu wiernym 5-tysięcznej parafii. Trzeba tak rozbudować struktury, aby objąć nimi każdego człowieka i każdemu zapewnić w nich miejsce i odpowiedzialność. Aby każdy poczuł się zaakceptowany, potrzebny, poznany. Można to uzyskać poprzez wspólnoty podstawowe. s.124
Wspólnota podstawowa to grupa rodzin z jednego bloku, z jednej ulicy, które tam, gdzie żyją, tworzą Kościół, modlą się, dają sobie wzajemne świadectwo wiary i owoce miłości. s.124
Duszpasterstwo specjalistyczne jest potrzebne, ale Kościół to życie, związek z rzeczywistością. Kościół trzeba tworzyć tam, gdzie się jest. Inaczej grozi niebezpieczeństwo oderwania się od rzeczywistości. Łatwiej modlić się w grupie osób o podobnych zainteresowaniach, spotykać się z nimi raz lub drugi w tygodniu, niż żyć po chrześcijańsku z sąsiadką, z którą łatwo wejść w konflikt. s.124
Wierni, których ksiądz odwiedza w ciągu dnia, spotykają się wieczorem, aby przeżyć wspólnotę chrześcijańską, omówić problemy istniejące w danym rejonie, zastanowić się nad ich rozwiązaniem. s.124
Mocnym argumentem za programem jest jego ścisły związek z soborową nauką o Kościele. U promotorów Ruchu zauważyłem umiłowanie Kościoła i parafii oraz wielką znajomość nauki soborowej o Kościele. W tej formie duszpasterstwa niczego się nie przekreśla z tego, co jest w Kościele. Włączona jest cała tradycja, wszystkie grupy i wszystkie metody duszpasterskie. Nowością jest jeden, świadomie podjęty program, który wyrasta z soborowej nauki o Kościele oraz z potrzeb parafii i scala wszystkie duszpasterskie działania. Poza tym, podkreślamy stale łączność z biskupem, jako zasadę naczelną. Ta forma duszpasterstwa pozwala wszystkim ochrzczonym odczuć, że każdy jest cząstką Ludu Bożego, pielgrzymującego poprzez ostatnie dziesiątki XX wieku - do dwutysięcznej rocznicy Urodzin Pana Jezusa Chrystusa. Pozwala to odczuć wszystkim ochrzczonym, ale nikogo nie zmusza. s.125
W. Gil: Duszpasterstwo "nietypowe" czy przyszłościowe? Z Ks. Władysławem Gilem, proboszczem św. Barbary w Trzebini, rozmawia o. Wojciech Bołoz CSSR. „Homo Dei” R. 55: 1986 nr 2(200) s. 122-125.