Założona zasada "zwartości" szeregów kościelnych powinna korespondować z zasadą pluralizmu. Wydaje się, że tego pluralizmu obawiamy się najbardziej. Świeccy już z samego początku swego wchodzenia w życie wspólnoty kościelnej od parafii począwszy, powinni wyzbyć się zarówno wszelkiego rodzaju kompleksu czy bojaźni, jak i tendencji do totalitarnego przewodnictwa na rzecz religijno-społecznego ekumenizmu. "Pluralizm" wyrażający się w dobrej woli wysłuchania czyjegoś zdania, w pewnej kurtuazyjnej otwartości to o wiele za mało jak na Kościół-Wspólnotę. Konieczny jest bratersko-siostrzany dialog o sprawach kościelnych i obywatelskich. s.61-62
Idealna odpowiedź na ten problem brzmi: parafia powinna być wspólnotą, albo inaczej, parafia powinna być wspólnotą wspólnot. Jednak czy jest to możliwe, gdy parafie mają od kilku do kilkudziesięciu tysięcy członków i czy właściwie tylko wielkość uniemożliwia proces uwspólnotowienia. Przyczyny tkwią znacznie głębiej: w rozumieniu Kościoła, w samej eklezjologii. s.63
[…] powstaje wrażenie, że właśnie stary model parafialny uniemożliwia wręcz powstawanie wspólnot. Ten model parafii posiada bowiem zcentralizowaną organizację, wyraźny podział kompetencji, obawia się o jedność Kościoła i liczbę członków, ma charakter przyczynowy, prowadzi bardziej do indywidualizacji niż do wspólnotowości, jest bardziej opiekuńczy niż pomocniczy, opiera się na powierzchownej religijności, "zaopatruje" w sakramenty, nie ma w nim już czasu i sił dla ewangelizacji i społecznej diakonii. Dlatego H. Steinkap uważa, że w takim Kościele wspólnota może istnieć tylko poza parafią. Z zasadą tą polemizuje N. Greinacher. Podobnie ocenia on wprawdzie zasadę parafialną Kościoła ludowego i wskazuje na konieczność reformy Kościoła na płaszczyźnie powszechnej i lokalnej, ale nie zgadza się ze stwierdzeniem, że wspólnoty mogą powstawać jedynie na peryferiach parafii. s.65
Przede wszystkim nie należy sztucznie przenosić modelu wspólnoty np. z Ameryki Łacińskiej na grunt polski. Można skorzystać z teologicznych refleksji i mogą one stanowić fundament dla polskiej praxis. Bezcelowe jest bowiem powstawanie wspólnot w oderwaniu od kontekstu wewnątrz kościelnego, a także społecznego. Naczelnym zadaniem takich wspólnot powinna być odnowa chrześcijaństwa "od podstaw". Chodzi o to, by sakramenty i modlitwa były niejako wkomponowane w rzeczywistość, w której człowiek żyje i by tym samym przynosiły konkretne, wymierne owoce: w rodzinach, w pracy, w zaangażowaniu społecznym. Jest to konkretne, realne, widoczne na co dzień świadectwo, jakie składa chrześcijanin. s.65
Proces powstawania wspólnot w parafiach jest z pewnością drogą trudną, lecz nie niemożliwą. W tym działaniu należy ponieść ryzyko uwzględnienia całego kontekstu rzeczywistości, w której żyjemy i która może wymagać konkretnej martirii. Nie twórzmy z parafii wspólnot, które byłyby kalką samej parafii. Musimy w tym procesie koniecznie odejść od modelu, który ocenia polską religijność tylko przez pryzmat praktyk religijnych. Bowiem dla chrześcijanina w pewnym sensie także praktyka społeczna, czyli owa historyczna sakramentalność w świecie jest również właśnie chrześcijańską praxis. I wydaje się, że różnica między parafią a wspólnotą polega właśnie na rozumieniu i dojrzałości do tego, że całokształt życia chrześcijańskiego powinien się stawać jego praktyką wyzwolenia ku Królestwu Bożemu. A drogą do tego są małe wspólnoty, w których dokonuje się proces poznawania wartości własnego człowieczeństwa i bycia dojrzałym chrześcijaninem. s.66
M. Gorzka: Dyskusja o Kościele. „Życie Katolickie” R. 7: 1988 nr 8 s. 55-66.