W kościele każdy jest osobą na tyle, na ile przejmuje ową jedyną funkcję personalizującą, do jakiej powołuje go łaska Boża, dla | dobra i w służbie całości. s.40-41
Na ile jest to możliwe, chrześcijanin ma za zadanie przenikać skończone struktury nieskończonym duchem miłości i odkupienia, nawet jeśli będą one zawsze stawiać zdecydowany opór temu przenikaniu. Nieuchronnie będzie dochodzić do kompromisów. s.93
To, co dotyczy tutaj pojedynczego chrześcijanina, działającego w świecie, dotyczy także wspólnot chrześcijańskich, które chciałyby dać światu przykład chrześcijańskiego ducha. Abstrahując od tego, że ich członkowie mogą korzystać ze wzajemnego umacniania się w tym duchu i we wzajemnych relacjach ukazywać go w sposób bardziej przekonywający, to jednak, zarówno we wzajemnych odniesieniach, jak i w relacjach z otoczeniem niechrześcijańskim, pozostają oni w swoistym napięciu ze strukturami światowymi i nieuchronnie zmagają się z ich oporem. Tak samo jak śmiertelny człowiek, tak i struktury tego życia zawierają w sobie nieprzezwyciężalną dwuznaczność. Mogą one być źle użyte za sprawą wolności: w celu zdobycia władzy lub wprowadzenia jakiegoś nieporządku. Doświadczony model wspólnoty chrześcijań|skiej pośrodku większej wspólnoty ludzkiej będzie swego rodzaju znakiem: w tym kierunku należy podążać, na te wartości zwracać uwagę, aby ożywiać struktury od wewnątrz. Znak będzie przyciągał na siebie wzrok o tyle, o ile nie będzie zamykał się w sobie i rościł pretensji do odnalezienia ostatecznych rozwiązań i nieomylności, ale się otworzy na tych wszystkich, którzy zmuszeni są żyć w tych samych strukturach; o ile nie będzie jako całość przedstawiał sobą nadziemskiego obrazu, lecz świadectwo zaangażowania się Boga dla świata. s.94-95
To, co mówi się o dzisiejszym Kościele - że staje się on "bliski ziemi", i że to, co dotychczas było zewnętrzne zwraca się ku wnętrzu - daje się zauważyć przede wszystkim tam, gdzie Kościół przejawia się konkretnie i szczerze, czyli jako mała trzódka. Żyje on w małych, promieniujących ośrodkach, podobnych do małych światełek w mrokach świata. W nich przebiega sakramentalne i egzystencjalne doświadczenie miłości Boga w Chrystusie, w modlitwie i we wzajemnym bezinteresownym świadczeniu sobie miłości. To, co stało się udziałem małych wspólnot, jako doświadczenie ich życia, może zostać rozprze|strzenione przez ich członków w świecie niechrześcijańskim. s.109-110
Chrześcijaństwo zliberalizowane, oddogmatyzowane, chociaż jest zawsze odległym promieniem z centrum, zatraca jednak pierwotną zdolność świadczenia. Zdolność tę posiada jedynie wewnętrzne centrum, położone bezpośrednio wokół działania Boga w Chrystusie. Jest to wspólnota tych, dla których Słowo nie zastyga w abstrakcyjną teorię, ale jest obecnością żywą, osobową i trójjedyną w miłości braterskiej i we wspólnocie sakramentalnej i egzystencjalnej. Gdziekolwiek na świecie istnieje taka wspólnota, tam następuje w pierwotnej formie wyzwolenie świata. s.112
H. U. von Balthasar, L. Giussani: Miejsce chrześcijanina w świecie. Kraków 2003.