Chciałbym postawić tezę, że Kościoły nie służą ani społeczeństwu, ani samym sobie, gdy próbują ze wszelkich sił utrzymać swój charakter Kościołów ludowych. Nie mogą one przy tym, ani dostrzegać swoich krytycznych funkcji w społeczeństwie, ani odnaleźć nowej tożsamości, która wyrasta z obecnego kryzysu tożsamości. Dziś spełniają one tylko częściowo owe oczekiwania i swe funkcje, nadal jednak występują jeszcze z żądaniem pozostania Kościołem ludowym. To żądanie jednak z drugiej strony przeszkadza identyfikacji Kościoła z nową formą społeczną. s.28
Członkowie wspólnoty są włączeni w sieć relacji społecznych i przyjmują pewne funkcje we wspólnocie. Centrum życia wspólnoty stanowi zgromadzenie wspólnoty, szczególnie nabożeństwo Eucharystyczne. Wspólnota nie stanowi jednak getta; rozumie siebie jako integrującą część Kościoła powszechnego i czuje się zobowiązana do służby na rzecz społeczeństwa. Takie wspólnoty tworzą się u bazy Kościoła i stanowią Jego bazę. s.29
W powstawaniu takich wspólnot i w intensyfikacji już istniejących widzę warunek możliwości przetrwania Kościoła w formie odpowiadającej jego samorozumieniu. Nie widzę żadnej innej konkretnej możliwości, jak można by wiarę chrześcijańską uczynić dzisiaj w społeczeństwie i dla niego istotną, ale także przekazać przyszł[y]m generacjom. s.29
Błędem byłoby zakładanie od początku, że powinniśmy szukać jednolitej postaci wspólnoty. Tym samym wracamy jednak do sytuacji znanej już z Nowego Testamentu. Wspólnoty te mogą być np. nie objęte terytorialnie, jak np. wspólnota uniwersytecka, wspólnota kościelna, wspólnota mniejszości narodowych. Mogą powstać także poprzez substrakturyzację wielkich parafii miejskich. Mogą także tworzyć się na płaszczyźnie rozwiązanych małych parafii na obszarach wiejskich. Mogą rozwijać się jako istotne wspólnoty w obrębie istniejącej parafii lub konstytuować się jako wspólnoty podstawowe, które znajdują się w krytycznym dystansie do hierarchicznego kierowania Kościołem i (lub) charakteryzują się pewną polityczną orientacją. s.30
Tezę, która kryje się za hasłem funkcjonalności można sformułować w sposób następujący: wspólnota nie istnieje dla swojego dobra, lecz jest całkowicie istotowo funkcją, tzn. jest zwrócona na inną rzeczywistość, którą Jezus nazywa Basileia (Królestwo Boże). To, że Kościół zapomniał o swej funkcjonalności jest jednym z najbardziej fundamentalnych i doniosłych w skutkach nieporozumień w jego historii. Wspólnota, która egoistycznie myśli o sobie jak o grupie, która celebruje nie tylko kult, ale samą siebie, która skierowana jest na to, by siebie samą reprodukować, taka wspólnota wyklucza podstawową daną teologicznie, funkcjonalność wspólnoty. s.31
Ponowne uzyskanie przez Kościół wiarygodności przy pomocy poszczególnych wspólnot będzie istotnie zależeć od tego czy nasi współobywatele zachowają wrażenie, iż w naszych wspólnotach wszystko dzieje się o człowieczemu. Dopiero wówczas, gdy wspólnocie uda się w niej samej urzeczywistnić człowieczeństwo, może ona być także w sposób wiarygodny nowym rzecznikiem człowieczeństwa i społeczeństwa. s.32
Przed wspólnotą chrześcijańską powstaje zadanie urzeczywistniania w niej na nowo prachrześcijańskich wartości równości i braterstwa, które swe źródło mają w Nowinie Jezusa, a które w nowożytności realizowały się jednak poza Kościołem i w większości w walce przeciwko Kościołowi. realizacji tej równości we wspólnocie stoją na drodze dwie doniosłe przeszkody: po pierwsze autorytarne struktury kościelnego panowania, po drugie rozpowszechniony w Kościele patriarchalizm przy czym oba te fenomeny są ze sobą wzajemnie powiązane i wzajemnie się warunkują. s.32-33
Jeżeli wspólnota ma być dziś wiarygodna to musi być wspólnotą wolną od panowania. Wolna od panowania - nie oznacza to, że wspólnota bez sprawowania władzy, bez autorytetu, bez sprawujących urzędy, bez pewnego porządku poddaje się chaosowi i anarchii. Wolna od panowania oznacza między innymi, że gdy we wspólnocie sprawowana jest władza, to sprawujący muszą za nią odpowiadać. s.33
Wspólnota w żadnym wypadku nie może stać się sektą, która izoluje się społecznie. Musi być stale otwarta na wszystkich i gotowa do nowych doświadczeń, do zdobywania nowego rozumienia; stale musi być gotowa do uczenia się. Wspólnota dla skutecznego zachowania i kontynuacji sprawy Jezusa, jest skierowana na podejmowanie ciągle nowych doświadczeń, stale nowych impulsów z otaczającego ją społeczeństwa. Gdy ograniczy się tylko do reprodukcji dotychczasowych, stanie się muzeum i nie może już wówczas być świadkiem głoszonej przez Jezusa wolności. s.34
Otwartość wspólnoty oznacza także, że wspólnota rozumie siebie jako wspólnotę misyjną. Wspólnota i poszczególni jej członkowie, którzy są przekonani, że sprawa Jezusa ma znaczenie dla ludzi, będą o tej sprawie świadczyć także publicznie. Będą zapraszać innych ludzi, by brali udział w ich doświadczeniach, w ich wspólnym życiu. Jednakże tej misyjnej otwartości musi być odebrany charakter pośpiesznego osiągnięcia. Misyjna duchowość, która wychodzi z koncepcji teologicznej, że każdy kto nie jest członkiem wspólnoty podlega wiecznemu zepsuciu, musi być wystawiona na religijny nacisk osiągnięć. Jeżeli jednak jest się przekonanym o tym, że istnieje zbawienie także poza Kościołem i poza wspólnotą, że zbawienie może dokonać się przynajmniej w życiu każdego człowieka, wówczas wprawdzie misja i duch misyjny, zachowuje swoje znaczenie, ale jest się wolnym od tego nieludzkiego religijnego nacisku osiągnięć. s.35
Gdy uczenie się opiszemy tu jako zmianę nastawień i sposobów zachowania w wyniku doświadczeń i poglądów, wówczas trzeba powiedzieć, że wspólnota koniecznie musi stać się społeczeństwem uczących się. Przejście od Kościoła ludowego do Kościoła wspólnotowego może dokonać się rzeczywiście tylko wtedy w sposób ludzki, gdy poszczególny chrześcijanin i wspólnota chrześcijańska są gotowe do uczenia się. Muszą przede wszystkim uczyć się uczyć. Przy czym rozważania te wychodzą od tego, iż możliwym jest przekonanie ludzi o tym, że zmiany są konieczne, że oni potwierdzają te przemiany i to nawet własnym przekonaniem. s.36
Demokratyzacja wspólnoty oznacza kolegialną odpowiedzialność wszystkich członków Kościoła. Wszyscy są odpowiedzialni za dokonywanie się życia we wspólnocie. Współodpowiedzialność wszystkich oznacza jednak także współdecydowanie wszystkich. Jeżeli członkom wspólnoty nie przyzna się prawa do współdecydowania, to grozi niebezpieczeństwo, że wezwanie do współtroski i współpracy będzie uważane za obłudę. Tylko wtedy, gdy członkowie wspólnoty mogą współdecydować, możliwym stanie się, by poszczególni chrześcijanie identyfikowali się ze swoją wspólnotą. Ta kolegialna odpowiedzialność wszystkich członków musi wówczas naturalnie odnaleźć także swój instytucjonalny wyraz, a więc gremium, które będzie wybierane przez wszystkich członków. Do demokratyzacji wspólnoty należy następnie wewnątrzwspólnotowa jawność. We wspólnocie patriarchalnej istniała tylko jedna reprezentatywna jawność. Proboszcz mógł powiedzieć z pewną racją: parafia to ja. Wspólnota zdemokratyzowana musi przykładowo zagwarantować jawność wszystkich procesów we wspólnocie, które dotyczą wszystkich. Taka przestrzeń jawności we wspólnocie konieczna jest, by można było w sposób wolny mówić, krytykować, stawiać niewygodne pytania i rozważać problemy tabu. To zakłada jednakże intensywną strukturą[!] komunikacyjną we wspólnocie. Zdemokratyzowana wspólnota żyje w stałym "dynamizmie komunikacyjnym" między członkami we wszystkich kierunkach. Wymaga to przede wszystkim "dynamizmu komunikacji" od dołu do góry, od poszczególnych członków wspólnoty do kierownictwa wspólnoty. s.41
Norbert Greinacher: Teologia wspólnoty. „Życie Katolickie” R. 7: 1988 nr 8 s. 27-44.